Olsztyński Klub Piłki Ręcznej Warmia Energa Olsztyn

Logo sponsora

Rozmowa z prezesem Stanisławem Tunkiewiczem

Przedstawiamy państwu rozmowę z prezesem naszego klubu - Stanisławem Tunkiewiczem. Jaki jest plan rozwoju klubu, co może wydarzyć się w przyszłości, czy są prowadzone rozmowy z trenerem Danielem Żółtakiem? Tego wszystkiego można dowiedzieć się z naszego kolejnego obszernego wywiadu na oficjalnej stronie klubu.

- Sezon zbliża się ku końcowi. Czy pokusi się pan o wstępne podsumowanie?

- Podsumowania z mojej strony nie będzie, przynajmniej na razie i trudno będzie dokonać takiego podsumowania obiektywnie. Jestem związany z piłką ręczną w Olsztynie bardzo długo. Od momentu, gdy drużyna Travelandu była w drugiej lidze i awansowaliśmy z tym zespołem do pierwszej ligi, więc trwa to już około 18 lat, ale takiego sezonu, żebyśmy mieli siedmiu bardzo poważnie kontuzjowanych zawodników, a jeszcze dwóch czy trzech na krótkie okresy, to ja naprawdę nie pamiętam. Nie chcę używać subiektywnych ocen, bo po prostu się na tym nie znam, ale ta sytuacja jest niewytłumaczalna. Pierwszy raz się z czymś takim spotykam, żeby taki szpital był i co należy podkreślić, kontuzje niektórych zawodników są na tyle poważne, że nie jestem pewien, czy do czynnego uprawiania sportu i grania na poziomie pierwszoligowym powrócą jeszcze w tym roku. Może wrócą do treningu, ale do poziomu grania sprzed kontuzji raczej nie. Dla mnie sytuacja jest trudna. Wszyscy ci ludzie poddawani byli specjalistycznej opiece lekarskiej, teraz przechodzą rehabilitacje. Sytuacja całkowicie niecodzienna i mam nadzieję, że tylko się raz tak zdarzyło i już więcej się nie zdarzy.

- Widzi pan jakieś remedium na tę sytuację?

- Różni ludzie, związani bliżej z piłką ręczną niż ja, różnie to oceniają. Ja nie chcę takich ocen dokonywać, bo nie jestem do tego przygotowany. Mówią o tym, że przyczyny mogą być nie tylko w nieszczęśliwym losie, ale także w innych sprawach związanych z przygotowaniem zespołu, z odpowiednim cyklem treningowym. Nie chcę powiedzieć, że pan Żółtak, który jest naszym trenerem i drużyna płacimy frycowe za brak doświadczenia, ale niektóre osoby tak mówią. Jako zarząd klubu podchodzimy do tego w taki sposób, że pan Zółtak zmontował drużynę, potrafił ją zmotywować i dzięki niemu ta drużyna gra inaczej niż grała. To są bez wątpienia zasługi pana Żółtaka, a jeśli popełnił jakieś błędy, to wynikały one ewentualnie właśnie z braku doświadczenia, ale na pewno nie z tego, że czegoś się nie zrobiło, albo nie chciało zrobić. Absolutnie nie uważamy, że tak było i przechodzimy nad tym do porządku dziennego, uważając, że te doświadczenia, które tutaj zebraliśmy na pewno będą w przyszłości procentować.

- Kontrakt trenera Zółtaka upływa wraz z końcem sezonu.

- Tak, ale obie strony chcą i rozmawiamy. Pan Żółtak przedstawił swoją propozycję, również finansową. Rozmawialiśmy na ostatnim posiedzeniu zarządu, w obecności wszystkich jego członków. Trwają rozmowy, zobaczymy w jakim kierunku one pójdą, ale Daniel wyraźnie powiedział, że nie chciałby powtarzać sezonu w podwójnej roli, wolałby zostać tylko trenerem. Zobaczymy, mamy kłopot z Piotrem Dzido, więc Daniel siłą rzeczy grał bardzo dużo jako kołowy. Szymon Hegier przyszedł dopiero po pewnym czasie i sytuacja była trudna i chyba nie mieliśmy wyboru, ani my jako klub, ani Daniel jako trener. Teraz bierzemy pod uwagę, że tego kołowego po prostu trzeba znaleźć. Bierzemy pod uwagę opinię pana trenera, że być może, oczywiście o ile taki kontrakt zostanie podpisany, będzie tylko jako trener tego zespołu.

- Czy już patrzycie jako zarząd na następny sezon?

- Rozmawiamy na ten temat bardzo dużo i bardzo dużo rozmawiamy także z Danielem. Niektórzy z naszych zawodników, przede wszystkim mam na myśli Marcina Malewskiego, ale także siebie, pamiętamy czasy ekstraklasy. Marzy nam się, żebyśmy w Superlidze zagrali. Dużo będzie zależeć od tego, w jaki sposób uda nam się tę drużynę skompletować, ale najwięcej zależy od pieniędzy. Nie będziemy stawiać drużynie celu awansu w tym roku, wiemy, że zmieniły się warunki i budżet minimalny Superligi został o pół miliona złotych podniesiony. Zobaczymy ile z 16 drużyn Superligi przejdzie proces licencyjny. Myślę, że 5, a może nawet 6 zespołów może nie spełnić tego kryterium finansowego. Wiem, że są duże problemy. U nas też problemem są pieniądze. Nasz budżet się nie zmienił i w przyszłym sezonie będzie mniej więcej w tej samej wysokości. Może troszeczkę większy, ale to z zupełnie innych względów. W związku z tym uważamy, że w Superlidze powinniśmy zagrać, ale przyjęliśmy taki plan, że do ekstraklasy awansujemy za dwa lata. Kryterium organizacyjne i sportowe jesteśmy w stanie wykonać w ciągu dwóch lat, natomiast jak będzie z kryterium finansowym – tego nie wiem.

- Co z budową drużyny na przyszły sezon?

- Mamy podpisane kontrakty z 6 zawodnikami, z dwoma kolejnymi finalizujemy rozmowy. W zeszłym sezonie podpisywaliśmy kontrakty dopiero w czerwcu, teraz zaczęliśmy w kwietniu. Rozmowy odbyły się ze wszystkimi zawodnikami. Przedstawiliśmy również propozycję trzem poważnie kontuzjowanym zawodnikom, podzieloną na dwie części – okres rehabilitacji i powrót do treningu i grania. Czy je przyjmą – zobaczymy. Byłoby nie fair gdybyśmy, pomimo wygaśnięcia ich dotychczasowych kontraktów, nie zaproponowali im nowych. Klub zaproponował przedłużenie kontraktu wszystkim zawodnikom. Różnimy się tym, co klub oferuje zawodnikom, a tym czego mogą oczekiwać niektórzy zawodnicy. Szukamy również zawodników poza Olsztynem, bo trzech graczy trzeba zastąpić. Poza tym zaczynaliśmy ligę w 16 osób, a co się stało w międzyczasie? Dobrze, że Bartosz Idzikowski doszedł, bo trochę uzupełniliśmy. Trochę nam Ostróda namieszała w zeszłym roku, w tym takich perturbacji nie będzie. Nie ukrywam, że budżet się nie zmienia, to co będzie na stypendia, jest na stypendia i chcemy to w tym roku uruchomić. Jeśli ktoś dostanie większy kontrakt, to dlatego, że innemu zawodnikowi, z jakiegoś powodu, zaproponowaliśmy mniejszy kontrakt. Nie porozumiemy się z zawodnikami jeśli nie spotkamy się gdzie pośrodku z oczekiwaniami graczy. Takie sytuacje mogą być, ale nie dlatego, że my nie chcemy danego zawodnika, ale nie będziemy mieli innego budżetu niż wiemy, że mamy. Ja natomiast nie doprowadzę ponownie do sytuacji, żebyśmy mieli długi. Rozmawiamy z zawodnikami z zewnątrz i nie tylko z zawodnikami. Bardzo byśmy chcieli z Danielem Żółtakiem pracować dalej i uważamy, że Daniel jest potencjalnie znakomitym trenerem. Ja osobiście tak uważam. To, co udało się Danielowi zrobić, w sensie pokazania nowej wizji gry, jest niezaprzeczalne. Może to jeszcze nie do końca zawsze wychodzi. W porównaniu z innymi trenerami, proszę zobaczyć trenera Kamielina. Pierwszy rok to bardzo dobry sezon, zarówno dla trenera, jak i dla klubu. Drugi to już niestety porażka i z tego nikt nie jest zadowolony, trudno – stało się. Biorąc pod uwagę i Krzyśka Maciejewskiego i Karola Adamowicza - każdy z nich tę drużynę prowadził inaczej. Trzeba podkreślić, że Daniel ma pewną wizję gry, nowoczesnej gry. Nie da się pewnie tego zbudować w ciągu jednego sezonu i dlatego ja bardzo bym sobie tego życzył, żeby Daniel tę umowę przedłużył. Natomiast musimy brać pod uwagę to, że jeśli nie dogadamy się z Danielem, to będzie nam potrzebny ktoś inny. Jakąś alternatywę sobie szykujemy i te rozmowy są prowadzone, żebyśmy nie zostali potem - mówią kolokwialnie - z ręką w nocniku. Potencjalni ludzie, chętni do tego, by do Olsztyna przyjść, są. Zarówno jeśli chodzi o trenerów, jak i zawodników. Mamy duży kłopot jeśli chodzi o prawa połówkę, ludzi leworęcznych do wzięcia nie ma. Przytuła do nas odszedł, za dużo u nas nie pograł, a był to nasz ostatni leworęczny zawodnik. Mamy pewien limit, jeśli chodzi o płace zawodników, składki ZUS i skarbowe, bo przecież to wszystko musimy zapłacić i odprowadzić i łączny koszt wynagrodzeń w klubie to 75-80 procent budżetu. Nie należy tez zapominać, że tutaj wszyscy pracujemy społecznie. Jakieś pieniądze bierze dyrektor Dublaszewski, to jedyny człowiek w klubie na etacie, nawet księgowa pracuje na niewielką część etatu, została tu ściągnięta z emerytury. Te pieniądze zawsze u nas były problemem i nadal są. Nadzieje zawodników, może i uzasadnione, na to, że dostaną podwyżkę, nie zostaną zrealizowane.

- Kryterium organizacyjne oznacza przekształcenie w sportową spółkę akcyjną?

- Nie, mam tu na myśli to, o czym rozmawialiśmy już w zeszłym roku, czyli o przejęciu drugiej ligi. Trwają cały czas intensywne rozmowy z panem Targońskim, na temat bardzo ścisłej współpracy z klubem Szczypiorniak. Do połączenia obu klubów nie dojdzie, będą funkcjonowały osobno, natomiast współpracą jesteśmy jak najbardziej zainteresowani. Od 1. stycznia przyszłego roku zależy nam bardzo, żebyśmy jako Warmia Olsztyn mieli zespół i w pierwszej i w drugiej lidze. Awans do Superligi za dwa lata, a teraz szukamy takich sposobów pozyskania ludzie, aby rzeczywiście młodzi, zdolni z Olsztyna i regionu grali u nas. Jesteśmy w trakcie rozmów z naszymi sponsorami i myślę, że ufundowanie stypendiów dla młodych ludzi, podpisywanie z nimi na tym etapie, gdy mają 17-18 lat, długich kontraktów, przynajmniej 3-4-letnch i chcemy dla nich te stypendia ufundować i w ten sposób włączyć do kadry drugiego zespołu, a może i do kadry pierwszego. Będą się wtedy ogrywać w I lidze, bo dla nich jest to bezcenne. To jest ten kierunek, w którym chcielibyśmy pójść. Budowanie podstawy tej piramidy od młodych ludzi, a wykorzystywać ludzi z Polski, również młodych, gdy brakuje nam jakiegoś zawodnika. Np. teraz brakuje nam na pół-prawym rozegraniu zawodnika leworęcznego i grają tam różni zawodnicy. Zdaję sobie sprawę, że być może będzie to nierealnie i niemożliwe, bo leworęcznych zawodników na pewnym poziomie w ogóle w polskiej piłce ręcznej jest bardzo niewielu. Takie starania jednak czynić będziemy i ta długofalowa praca w kontekście awansu do ekstraklasy, najpierw powinna być zrealizowana, a dopiero potem można mówić o innych sprawach. Właśnie ze względu na te stypendia, mówiłem o tym, że być może nasz budżet będzie większy. Trzeba jednak zaznaczyć, że te pieniądze będą znaczone, czyli przeznaczone dla tych, konkretnych ludzi. Myślę, że dotyczy to również tych zawodników, którzy weszli do drezyny w tym sezonie, są młodymi, perspektywicznymi zawodnikami i ich też chcielibyśmy objąć tymi stypendiami.

- Nastąpiła jakościowa zmiana w działaniach zarządu? Wcześniej mówiliście tylko o teraźniejszości, teraz jest wizja na przyszłość.

- Tak, jest wizja. Wolałbym jednak, żeby był to wypracowany, rozbity na konkretne daty, miesiące plan działania. Oparty o, wiadomo jaki, budżet. Dopóki tego nie będzie, to będzie to tylko wizja. Chciałbym, żeby przestało być to wizją. Jestem jednak człowiekiem, który nie chce obiecywać czegoś, czego nie ma na papierze. Dzisiaj po raz pierwszy otwarcie mówię o tym, co chcielibyśmy zrobić w klubie. Natomiast czy to zrobimy, to przecież nie tylko od nas będzie zależało.

- Dżentelmeni podobno nie rozmawiają o pieniądzach…

- Bo je mają. My ich nie mamy, więc rozmawiamy o nich i bardzo intensywnie szukamy.

- A mówimy o dwóch milionach złotych…

- Za dwa lata takie pieniądze będą potrzebne, by w ogóle próbować. Biorąc pod uwagę olsztyńskie przedsiębiorstwa i rynek finansowy, który może posłużyć nam do promocji klubu – nie ma takich pieniędzy. Chwała prezesowi Jankowskiemu i AZS-owi za to, co zrobili. Nie mówię tylko o pełnej Uranii, czego w Olsztynie dawno, dawno nie było, ale o jakości gry, zaangażowaniu wszystkich zawodników. Do tego sukces finansowy jest bezwzględny i szczere gratulacje dla kolegów siatkarzy za to, co zrobili. AZS, Stomil i Warmia w Olsztynie, nie najbogatszym przecież mieście, to trochę dużo. Stąd też bardzo cieszymy się z naszego kontraktu i umowy z Energą Gdańsk. Jest to bez wątpienia zasługa jednego z członków zarządu, pana Bogdana Grzybowskiego, który nam bardzo mocno pomógł. Nie ukrywam, że dwuletnia umowa z Energa ustabilizowała w części finansowo ten zespół, ten klub. Nie ukrywam również, iż mam nadzieję, że przedłużając umowę z Energą, również wartość tego kontraktu będzie na troszkę innym poziomie. Nie ulega wątpliwości, że zebranie dwóch milionów złotych, tylko i wyłącznie bazując na olsztyńskich przedsiębiorstwach, jest marzeniem ściętej głowy i na pewno nie zostałoby to zrealizowane. Musi być tutaj pomoc ze strony samorządu, bez której zdobycie takiego budżetu, jaki wymaga kryterium finansowe, byłoby bardzo trudne, jeśli nie niemożliwe.

- Nie można wszakże powiedzieć, że samorząd nie pomaga Warmii, bo byłoby to kłamstwo. Jaka jest jednak możliwość tej zwiększonej pomocy?

- O takim układzie rozmawialiśmy z władzami samorządowymi w momencie, w którym powstawała Superliga, czyli trzy lata temu. Co roku musimy prowadzić negocjacje i prosić o pomoc. Ta pomoc nie jest stała. Kłopot jest taki, że sezon trwa od września, a biorąc pod uwagę przygotowania do sezonu – kontrakty z zawodnikami trzeba mieć podpisane w lipcu. Sezon kończy się w czerwcu roku następnego. Budżet kończy się jednak w grudniu i nawet jeśli mamy uzgodnioną pomoc finansową, za która oczywiście dziękujemy i bez której funkcjonowanie klubu na tym poziomie byłoby utrudnione lub nie byłoby możliwe, to jednak na poziom zawodowy musiałaby być ona o wiele większa. Na pewno będziemy rozmawiali z samorządami, ale z jaką odpowiedzią się spotkamy – zobaczymy.

- Co z innymi sponsorami, bo przecież Energa, Społem i samorządy to nie jedyni sponsorzy klubu. Jak zatem to wygląda i jak układa się z nimi współpraca?

- Pozyskanie nowych sponsorów jest bardzo trudne. W tym sezonie straciliśmy trzech sponsorów, dwóch pozyskaliśmy. Bilans wyszedł jakby na 0. Mamy tych sponsorów sporo. Część przekazuje pieniądze, ale część świadczy te nakłady sponsorskie w postaci pewnych rzeczy, które są nam potrzebne. Na początku sezonu, dzięki kapitanowi Radkowi Dzieniszewskiemu pozyskaliśmy sponsora, który jest naszym przyjacielem i dzięki temu ubraliśmy zespół w dresy, wyposażyliśmy w torby. To coś, co nam zostało podarowane, ale dzięki temu nie musieliśmy wydawać pieniędzy. Ta grupa sponsorów jest dość duża, wymieniamy ich za każdym razem, przy okazji każdego meczu. Spikerzy to robią. Wieszamy banery w hali Urania. Jest to grupa około 15 firm. Cały czas oczywiście prowadzimy rozmowy, jeśli mamy jakieś sygnały, ale jest to bardzo trudne.

- Są to sprawy znane kibicom. Czy jest coś, co sympatyków Warmii Energa mogłoby zaskoczyć?

- Do tej pory mieliśmy problem z trenerami. Daniel Żółtak ma licencję A, ale gdy podpisywaliśmy kontrakt miał jeszcze niezdane egzaminy. Mamy w tej chwili w regionie trzech ludzi, którzy mogą prowadzić zespoły pierwszoligowe i ekstraklasowe. Dojdzie w te wakacje kolejny człowiek z licencją A, mam na myśli Marcina Malewskiego. Co by nie mówić, jest to legenda tego klubu. Warte jest podkreślenia, że Marcin bez względu na stan swego zdrowia, chociażby „na czterech”, zawsze temu klubowi i kibicom z Olsztyna daje z siebie wszystko. Zrobił licencję i jestem przekonany, że zda egzamin, więc będzie możliwość w przyszłości wykorzystania Marcina jako trenera, mam nadzieję, że naszego zespołu. Trzeba jednak powiedzieć, że licencję B zrobił Karol Królik, kolejny bardzo ważny zawodnik w naszym klubie. Wiadomo, że prawie wszyscy nasi zawodnicy pracują, to piłka ręczna w zasadzie na poziomie półamatorskim. Warte to podkreślenia, że nasi zawodnicy, po całodziennej pracy, potem treningach, wysiłku w weekendy, jeszcze mają chęć pogłębiania swojej wiedzy i są pod tym względem profesjonalistami, nie ulega wątpliwości. Proszę zwrócić uwagę, że świadczy to o jednym – z pasja wykonują, może nie zawód piłkarza ręcznego, ale obowiązki zawodników, chcą się rozwijać, z piłka ręczną wiążą ten rozwój i chcą być trenerami. Karol z zawodu geodeta, jednak chce kontynuować swoją pasję, zapewne żeby pracować z młodymi. Ma być ściślejsza współpraca ze Szczypiorniakiem, jeśli chodzi o szkolenie, ale przecież ktoś się tymi młodymi zawodnikami musi opiekować. Mamy nadzieję, że właśnie ci nasi zawodnicy, jako instruktorzy sportowi i jako trenerzy z licencją B, będą to robili. Warto dać taki sygnał kibicom, że nasi zawodnicy chcą się rozwijać i rozwijają się w każdym aspekcie piłki ręcznej. To bez wątpienia bardzo ważne dla rozwoju piłki ręcznej w Olsztynie. To w jaki sposób chłopaki reagują na meczach, jak na to reagują kibice, pełna lub prawie pełna Urania na meczach z Kwidzynem czy Vive Kielce z jednej strony i właśnie ten rozwój naszych zawodników z drugiej, dają pewien klimat dla rozwoju dyscypliny w naszym mieście. Jeśli uda nam się, dzięki stypendiom sportowym, zatrzymać młodych ludzi w Olsztynie, związać ich z rozwijaniem tej pasji w Szczypiorniaku, potem II lidze a następnie I, może ekstraklasie, to chyba właśnie ta droga właściwa i dla młodzieży i dla klubu. Uzupełnienie chłopaków z Olsztyna dwoma, czy trzema ludźmi, młodymi, wyróżniającymi się i też na dorobku, to jest chyba taka formuła budowania drużyny, jaka w tym klubie, w najbliższym czasie powinna być.

- Może być pan chyba dumny z tego, co dzieje się w Warmii, jako prezes klubu, zwłaszcza w kontekście gry zawodników w takiej a nie innej sytuacji?

- Jestem raczej prezesem Społem, natomiast klubu bardziej, bo ktoś musi być i mam nadzieję, że moi zastępcy, czyli Bogdan Grzybowski i Jacek Zyśk, który odpowiada za stronę sportowa w klubie, to są fachowcy. Bogdan wiele lat czynnie uprawiał piłkę ręczną. Pasja sportowa jest ważna i uczy pewnego doświadczenia i pokory. Z niejednego pieca sportowiec chleb jadł i to właśnie pozwala patrzeć troszkę z innego punktu widzenia na to, co dzieje się w sporcie i życiu. Niezależnie czy jest to piłka ręczna, czy tak jak w moim przypadku – siatkówka. Jest powód do tego, żeby być dumnym i zadowolonym z tego co się dzieje w ostatnim okresie czasu. Mimo wielu przeszkód i kłopotów, szczególnie finansowych, to w momencie gdy klub spadł z Ekstraklasy, my jako zarząd, łatając te finanse raz lepiej, raz gorzej, spłaciliśmy prawie milion złotych długu. W tym roku powinniśmy być na zero i budujemy nowy budżet bez obciążeń. Jest to kolejny powód do tego, by była ta stabilizacja, która jest najważniejsza. Wszyscy mamy zupełnie inne warunki do pracy. My możemy lepiej wszystko organizować a chłopaki mogą spokojnie trenować, bo wiedzą, że wypłata przyjdzie na czas. Warmia jest zespołem, który co sezon bierze do drużyny dwóch - czterech ludzi z drugiej ligi i w ciągu krótkiego czasu, przez wspólne treningi, ciężką pracę z tymi doświadczonymi zawodnikami, na tyle zdobywają doświadczenie, że np. Wojtek Golks zaczyna odgrywać pierwsze skrzypce w drużynie. Można by powiedzieć, że Warmia jest słaba i dlatego Golks tak szybko wyrósł na jednego z ważniejszych zawodników. Jeśli jednak Warmia zajmuje miejsce w czołówce tabeli w I lidze, to znaczy, że ten Golks wcale nie jest taki słaby. Biorąc pod uwagę tych chłopaków, którzy odeszli od nas po ubiegłym sezonie do zespołów superligowych, to przecież oni tam nie siedzą na ławie, a grają w pierwszych składach. To znaczy, że szkolenie młodzieży w grupach Szczypiorniaka i to, czego uczą się na treningach z Warmią, to jest dobra jakość pracy. Nie można też powiedzieć, że jest to jakaś sztanca, bo jest to indywidualny trening dopasowany do każdego zawodnika. Można mieć zatem nadzieję, że podstawy na rozwój piłki ręcznej w Olsztynie są. A to, że nasi zawodnicy walczą z charakterem i nie odpuszczają meczów, mimo tej sytuacji, jest godne najwyższej pochwały i trzeba im to szczerze oddać.

Zapraszamy do skomentowania artykułu

Każda wypowiedź jest opinią wyłącznie jego autora lub grupy ludzi, którą reprezentuje w swoim imieniu. Serwis warmiaenerga.pl nie ponosi odpowiedzialności za komentarze pozostawiane przez użytkowników

Nick:
Wpis:
 

t0m3k (2018-05-05 14:43:15)

Panie Prezesie, wypada znać swoich zawodników - Damian Przytuła może i rzucał lewą ręką, ale chyba tylko, gdy miał już kontuzjowany bark ręki rzutnej, czyli prawej. A co do sponsorów - można ich pozyskać, ale co im zaproponujecie? Podpisanie umowy przy zielonym obrusie z Uranii? Czasy, gdy Panu dyrektorowi i innym się wszystko należało z racji piastowanego stanowiska już dawno minęły. Trzeba wyjść do ludzi, zobaczyć co robi chociaż AZS, by iść w kierunku aktualnych trendów i młodego pokolenia. A nie serwować kanapki i narzekać jak jest źle...

rusek (2018-05-05 10:02:51)

Jak to skąd kontuzje??? właśnie teraz wychodzą treningi z Kamielinem i brak odpowiedniego przygotowania przez poprzednie dwa lata