Olsztyński Klub Piłki Ręcznej Warmia Energa Olsztyn

Logo sponsora

Rozmowa z Marcinem Malewskim

Z Marcinem Malewskim rozmawialiśmy głównie o jego zdrowiu, ostatnim zwycięskim spotkaniu z AZS-em UW Warszawa oraz jego pasji do piłki ręcznej plażowej. Zapraszamy do lektury!

- Jak z twoim zdrowiem, bo ty również w tym sezonie borykasz się z kontuzjami?

- Piłka ręczna to męski sport i urazy są wliczone w tę dyscyplinę. Ja w tym momencie miałem naderwanego lewego przywodziciela, ale od piątku wchodzę delikatnie w trening. Zacząłem truchtać, biegać i skakać i na razie jest ok, nic mnie nie boli. Jestem dobrej myśli.

- Twojej zdrowie wraca, ale sytuacja kadrowa w klubie jest jednak tragiczna.

- Jest taka a w trakcie meczu wypadł nam kolejny zawodnik, Sebastian Koledziński i cały czas gramy w okrojonym składzie. To powoduje kolejne kontuzje, bo organizmy są bardzo wyeksploatowane i wtedy łatwiej o uraz. Gdybyśmy mieli kadrę 18-osobową, to te siły jakoś inaczej by się rozkładały i pewnie tych urazów byłoby mniej. Trzeba ten sezon dograć do końca, a w przyszłym sezonie pomyśleć o uzupełnieniach składu. To na pewno będzie musiało nastąpić, bo paru zawodników tak szybko na parkiet nie wróci. Trzeba kadrę uzupełnić i rozszerzyć, żeby taka sytuacja nie powtórzyła się w kolejnym sezonie.

- Pokusisz się już o jakieś podsumowanie tego co za wami? Pomimo tych wszystkich przeciwności pokazujecie ogromny charakter.

- Można powiedzieć, że już kolejny sezon, bo tak naprawdę w poprzednim sezonie, w końcówce tez mieliśmy do dyspozycji 10-11 zawodników i tez musieliśmy sobie w jakiś tam sposób radzić. Ta sytuacja się znowu powtórzyła. Daliśmy rade wtedy i w tym sezonie tez dajemy radę. Fajnie, że mamy tak ambitny i charakterny zespół, że nawet w takiej sytuacji potrafimy grać i to co jest najważniejsze - wygrywać.

- Wspominałeś już o meczu z AZS-em Warszawa. Ja jeszcze takiego meczu w piłce ręcznej nie widziałem. Tyle się wydarzyło, a wy jeszcze rozgromiliście rywali.

- Ja też nie miałem okazji uczestniczyć, ani nawet oglądać, ani nawet nie słyszałem, żeby taki mecz kiedykolwiek się odbył. Sam fakt, że przebieramy w trakcie meczu bramkarza w strój zawodnika z pola, musieliśmy szybko wziąć koszulkę od Bartka Idzikowskiego, przykleić "tejpami" numer na numer Kacpra, bo nie miał kto grać. Kacper musiał wystąpić w tym meczu i wystąpił tak, że zdobył dwie bramki ze skrzydła, pomógł zespołowi w trudnych chwilach. Wszyscy dołożyli cegiełkę do tego zwycięstwa. Po raz kolejny pokazaliśmy, że mamy duże serce i wielki charakter i jeśli w każdym meczu będziemy z takim zaangażowaniem grali, to jesteśmy naprawdę silnym zespołem.

- Kacper rzucił te dwie bramki jak profesjonalny skrzydłowy.

- Dobrze, że bramkarze na treningach bawią się tez piłką i wygłupiają, bo czasami w meczach się przydaje. Kacper na treningach ćwiczy sobie i rzuca z różnych pozycji, w ogóle bramkarze czasem się tak wygłupiają, trenują rzuty czy zakładają się o jakieś rzeczy i dobrze, że to robią, bo w tym spotkaniu naprawdę musieliśmy tak zrobić, bo nie miałby kto wejść na boisko.

- Bramkarze w ogóle świetnie zagrali w tym meczu. Byli kluczowymi postaciami spotkania?

- Tak jest. Można powiedzieć, że trzech bramkarzy i każdy w innym stylu i w innej roli, ale pomogli wszyscy trzej i to bardzo mocno. Kuba był nie do pokonania na karnych, Kacper rzucał bramki a Mateusz na fantastycznej skuteczności grał i murował bramkę.

- Miałeś jakieś wątpliwości co do wyniku?

- Baliśmy się tego meczu, bo przyjechała Warszawa, która jest rewelacją rozgrywek, wicelider, który wygrywa prawie z każdym. Spodziewaliśmy się, że będzie to ciężki mecz, ale świetnie rozpoczęliśmy. Wykorzystywaliśmy praktycznie wszystkie sytuacje, które mieliśmy do wykorzystania. Od początku dobrze graliśmy w obronie i Mateusz (Gawryś - red.) zamurował bramkę. Dzięki temu graliśmy swoje w ataku i staraliśmy się to kontrolować. Ostatnie 5 minut pierwszej połowy troszkę słabsze w naszym wykonaniu, ale chyba byliśmy już trochę zmęczeni. Co było bardzo ważne, nie popełnialiśmy głupich błędów. Mecz był cały czas nerwowy, ale byliśmy stuprocentowo skuteczni. Mecz ciężki, ale raczej bezpieczna przewaga, nawet gdy dostaliśmy dwie czerwone kartki, to dalej kontrolowaliśmy to spotkanie i nie pozwoliliśmy zmniejszyć rywalowi naszej przewagi.

- Starczy o tym meczu, wróćmy do ciebie. Stajesz się powoli legendą klubu, chyba nie ma się co krygować mówiąc wprost. Najlepszy rzucający, wieloletni kapitan, asystent trenera - człowiek instytucja. Mało kto jednak wie, że masz drugą pasję, piłkę ręczną plażową.

- Kiedyś mówiłem, że nie miałem okazji wystąpić w reprezentacji Polski seniorów w piłce ręcznej halowej. To marzenie spełniło mi się, gdy występowałem w reprezentacji Polski w piłce plażowej. Pojechałem z kadrą na mistrzostwa Europy, także jakieś swoje marzenia spełniłem. Występowałem też w akademickiej reprezentacji kraju, także plażówka była niby dodatkiem, a jednak spełnieniem tego, czego nie udało mi się w halowej piłce. Poza tym lubię zdobywać bramki i grać pod publiczność, efektywnie i efektownie, a plażówka mi na to pozwala. Tam rzuca się z obrotem, zdobywa się bramki z wrzutek, także dyscyplina widowiskowa i fajna odmiana piłki ręcznej do oglądania dla kibiców. Na pewno nie pociągałoby mnie to tak, gdyby nie sukcesy. W pierwszym sezonie występów na piasku ja złożyłem drużynę, w drugim też. W pierwszym sezonie zdobyliśmy brązowy medal mistrzostw Polski, w kolejnym roku złoty, czego nie osiągnąłem w piłce halowej. Sukcesy pomogły w tym, że cały czas się w tę piłkę plażową bawię. Bylem także dwa razy na finałach klubowych mistrzostw Europy z zespołem Damy Radę Inowrocław, w Portugalii i Hiszpanii. Trochę tych wydarzeń i akcentów związanych z piłką ręczną plażową mam. Na pewno jest to dyscyplina, która, jak zdrowie pozwoli, będę uprawiał nadal. Był nawet taki pomysł, by wystąpić w Starych Jabłonkach w czerwcu. Kontuzja pozbawiła mnie jednak takiej okazji.

- Co wyróżnia piłkę ręczną plażową?

- Piłka ręczna plażowa jet dyscypliną fair-play, nie może być kontaktu zawodnika z zawodnikiem. Można oczywiście przesuwać ciałem, ale nie można w żaden sposób jak w hali klinczować, przytrzymywać, czy łapać. To jest niedopuszczalne. Dwa wykluczenia powodują czerwoną kartkę. Wszystko musi się odbywać bez dotyku gracza z graczem. Musi być dobra współpraca bloku z bramkarzem i przede wszystkim dobre widowisko, więc nie można faulować. Chodzi o to, by jak najefektowniej zdobyć bramkę. Mecz musi bardzo podobać się kibicom i dlatego spotkania są bardzo, bardzo widowiskowe.

- Wasza firmowa akcja z Michałem Sikorskim w Warmii, z wrzutką na środek pola bramkowego, wywodzi się właśnie z plażówki?

- Nie. Już jako juniorzy, jako zawodnicy jeszcze SP27, mieliśmy taką zagrywkę. To bardzo ładna i efektowna bramka, ale i bardzo łatwa bramka. Jeżeli skrzydłowy dobrze poda, to środkowy ma przecież pustą bramkę na przeciwko. Wystarczy dobrze skierować piłkę do bramki. Graliśmy to od juniorów, ale też zawodnik podający musi być pewny, że taka zagrywka mu odpowiada i mu się to podoba. Jeśli jest jakieś zawahanie podającego, to ta akcja raczej nie wyjdzie i nie ma sensu jej grać. Michał jest takim zawodnikiem, że w każdym momencie meczu , gdy tylko zerknę na niego, to pyta czy gramy. Jeżeli jest taki zawodnik, który chce w ten sposób podawać, to nie ma problemy, żebyśmy takie akcje grali. Coraz więcej takich akcji kluby grają, nawet w finale Pucharu Polski Vive Kielce zakończyło mecz taką wspaniałą akcją. Coraz więcej się gra pod publiczność. Chodzi przecież o to, by tworzyć nie tylko widowisko sportowe jako takie, ale także by dawać radość kibicom i by zapamiętywali parę fajnych akcji, a na pewno wrzutka, czy karny z obrotu są takimi akcjami.

- Wspomniałeś o Starych Jabłonkach. Finał europejskich mistrzostw klubowych w Polsce, blisko Olsztyna. Chyba będzie co oglądać?

- Zdecydowanie. Przyjedzie czołówka światowa, najlepsze zespoły europy, w większości składające się z reprezentantów krajów. Będzie na co popatrzeć, a w związku z tym wydarzeniem, będzie także wiele innych atrakcji. Dla kibiców, dla dzieci, dla całych rodzin. Będzie można miło spędzić czas.

- Wstęp wolny chyba powinien przyciągnąć widzów?

- Dodatkowo w trakcie turnieju przypada dzień dziecka i tych dodatkowych atrakcji będzie bardzo dużo. Będzie scena na wodzie i koncerty, będzie scena na wodzie. Poza meczami i widowiskiem sportowym będzie wiele atrakcji dla całych rodzin. Polecam i zachęcam do odwiedzenia Starych Jabłonek, które wielu kibiców pamięta z piłki plażowej siatkowej. Wiemy wszyscy, że jeżeli jakaś impreza sportowa jest w Starych Jabłonkach, to zawsze na wysokim poziomie.

Zapraszamy do skomentowania artykułu

Każda wypowiedź jest opinią wyłącznie jego autora lub grupy ludzi, którą reprezentuje w swoim imieniu. Serwis warmiaenerga.pl nie ponosi odpowiedzialności za komentarze pozostawiane przez użytkowników

Nick:
Wpis: