Olsztyński Klub Piłki Ręcznej Warmia Energa Olsztyn

Logo sponsora

Święto szczypiorniaka w Olsztynie. Warmia Energa - PGE Vive Kielce 22:41

Los sprawił, że do Olsztyna po kilku latach ponownie zawitał czołowy europejski klub, PGE Vive Kielce.

 

OKPR Warmia Energa Olsztyn - PGE Vive Kielce

Warmia: Kłodziński, Pikura - Golks 7, Malewski 5 (1/1), Dzieniszewski 3, Deptuła 3, Żóltak 1, Hegier 1, Koledziński 1, Sikorski 1, Królik, Pasymowski
Vive: Wałach - Bielecki 8 (0/1), Djukic 5, Dujszebaev 5, Janc 4, Kus 4, Jachlewski 4, Bombac 3, Aginagalde 3, Strlek 3, Jurkiewicz 2

kary: Warmia - 12 min (Żółtak x2, Hegier x2, Dzieniszewski, Deptuła); Vive - 4 min (Aginagalde, Janc)

[RELACJA]
[SONDA: Kto był najlepszym zawodnikiem spotkania przeciwko PGE Vive Kielce?]




Olsztynianie po wylosowaniu w 1/8 finału PGNiG Pucharu Polski najsilniejszej ekipy w Polsce liczyli na dobrę lekcję handballu. I nie zawiedli się. Po zwycięstwie nad MMTS Kwidzyn, tym razem niespodzianki nie było i być nie mogło. Rywale przyechali mocno skoncentrowani, a ich przewagę było widać szczególnie w pierwszej połowie. Na tle tak mocnego przeciwnika szkoda, że Warmia musiała zagrać bez 4(!) podstawowych zawodników.

Gospodarze zagrali bez kontuzjowanych: Piotra Dzido, Michała Krawczyka, Łukasza Kozakiewicza i Mateusza Gawrysia. Również Vive nie mogło przywieźć pełnego składu. W Kielcach pozostali: Bartłomiej Bis, Marko Mamic i Filip Ivic, a wolne otrzymali: Marcin Lijewski, Michał Jurecki i Uros Zorman. O tym, że wśród rywali grają zmiennicy nie można jednak powiedzieć...

Spotkanie rozpoczęli Warmiacy, jednak już w pierwszym ataku pozycyjnym stracili piłkę. Błąd szybko na bramkę zamienił Mariusz Jurkiewicz, pokonując stojącego w bramce Kacpra Kłodzińskiego. Za chwilę Dean Bombac mógł podwyższyć wynik, ale jego kontrę obronił młody bramkarz z Olsztyna. W następnej akcji na prawie pełnych trybunach Uranii zawrzało, bo Karol Bielecki nie trafił z linii 7. metrów do bramki strzeżonej przez Jakuba Pikurę. Po drugiej stronie skuteczny z karnego okazał się Marcin Malewski i olsztynianie zanotowali jedyny remis w spotkaniu - 1:1. Vive miało jednak swój plan na ten mecz - szybka gra i kontra. Każda stracona piłka lub przestrzelony rzut oznaczał natychmiastowy kontratak, a że przyjezdni mają od tego znakomitych specjalistów było wiadomo przed meczem. Wrzutka, zagrana pomiędzy Radkiem Dzieniszewskim i Malewskim była jedną z najładniejszych bramek spotkania (2:3). Potem różnica klas pomiędzy obiema drużynami zrobiła się wyrażna. Na domiar złego nieco sparaliżowani pierwszoligowcy co chwilę popełniali niewymuszone błędy, które skutecznie na bramki zamieniali kielczanie. Podopieczni Daniela Żóltaka robili, co mogli. Miło oglądało się walkę w obronie Szymona Hegiera z Mateuszem Kusem i Julenem Aginagalde, w której olsztyński obrońca nie ustępował utytułowanym rywalom. To jednak były pojedyncze udane zagrania wobec jakości gry gości. Do przerwy olsztynianie dostali lekcję szczypiorniaka i była obawa, że w stolicy Warmii i Mazur dojdzie do pogromu pierwszoligowej ekipy.

Na szczęście Warmiacy wyciągnęli wnioski z pierwszych trzydziestu minut, opanowali emocje i zaczeli po prostu grać na miarę swoich umiejętności. Uspokojeni wysokim prowadzeniem kielczanie także nie forsowali tempa gry. Ku radości trybun do głosu doszła olsztyńska defensywa, która kilkukrotnie zdołała powstrzymać napór finalisty Ligi Mistrzów. Najlepszy moment w grze olsztynianie zaliczyli pomiędzy 40. a 43. minutą gdy zdobyli pięć trafień z rzędu (!). Vive nie pozwoliło jednak na więcej. Na dziesięć minut przed końcem spotkania wynik brzmiał 18:33, co oznaczało, że drugą połowę Dzieniszewski i spółką remisują. Duża w tym zasługa świetnie grającego Wojtka Golksa, ale także zagrań Malewskiego, Pawła Deptuły, czy też Dzieniszewskiego. W 52. minucie Warmiacy przegrywali 20:34 i to było wszystko, na co było stać coraz bardziej zmęczonych zawodników ze stolicy Warmii i Mazur. Katem w ostatnich minutach był Darko Djukic i ostatecznie mecz zakończył się bardzo wysokim zwycięstwem pewnego faworyta do wygranej w Pucharze Polski, PGE Vive Kielce. Kielczanie już dziś (środa) zagrają mecz kolejnej fazy tych rozgrywek.

To koniec przygody Warmii w Pucharze. Podobnie jak w ubiegłym sezonie olsztynianie zaszli wysoko, ale musieli uznać wyższość ekipy z Superligi. Różnica pomiędzy tymi rozgrywkami jest ogromna, tym bardziej znaczenia nabiera wygrana w poprzedniej rundzie nad MMTS Kwidzyn. Doświadczenie z rywalizacji z kielczanami dla wielu zawodników będą nie do przecenienia. Dość powiedzieć, że najskuteczniejszy wśród gospodarzy Golks jeszcze rok temu biegał po drugoligowych parkietach, a o takiej rywalizacji mógł jedynie marzyć. W przyszłości ta nauka powinna przynieść efekty. Podopieczni Żółtaka, który również debiutuje w roli szkoleniowca pokazali wolę walki i wysokie umiejętności - to było święto szczypiorniaka w Olsztynie. Zawodnicy i działacze liczą, że na trybunach Uranii będzie zasiadać coraz więcej kibiców.

Warmiacy w sobotę zmierzą się w 21. kolejce I ligi z trudnym rywalem - AZS Zielona Góra. To będzie trudna przeprawa, tym bardziej, że do gry będą niezdolni czterej zawodnicy.





powiedzieli po meczu: Daniel Żółtak (grający trener Warmii)

- Chcieliśmy się postawić dzisiaj na tyle, ile mamy umiejętności i na ile starczy nam sił. Była ogromna różnica na boisku, ale chcieliśmy jak najlepiej pokazać się przed taką publicznością. Fragmentami nasza gra mogła się podobać, była ambicja i wola walki. Musieliśmy szachować siłami, bo mamy w sobotę ciężkie spotkanie w Zielonej Górze. Nie mogliśmy grać w takim tempie jak oni. Po 10-15 minutach byśmy bardzo słabo wyglądali. Staraliśmy grać akcje dłużej, stopowaliśmy je. Nie jesteśmy tak przygotowani jak Vive, żeby grać w takim tempie jak oni.




shmon
źródło wypowiedzi: www.sport.egit.pl
zdjęcie: Emil Marecki







 

Zapraszamy do skomentowania artykułu

Każda wypowiedź jest opinią wyłącznie jego autora lub grupy ludzi, którą reprezentuje w swoim imieniu. Serwis warmiaenerga.pl nie ponosi odpowiedzialności za komentarze pozostawiane przez użytkowników

Nick:
Wpis:
 

kibic (2018-03-14 09:04:03)

Szacunek za podjęcie walki. Tylko niech trener już podziękuje panu Królikowi, który po raz kolejny ma problem z rzutem w światło bramki, nie mówiąc już o rzuceniu bramki. Wstyd jak na zawodnika grającego na lewej połówce. Pochwała za to dla Wojtka Golksa, który grał bez kompleksów nie bał się rzucać i nie bał się pojedynków 1-1 nawet z Kusem, potrafił wejść między Bieleckiego i Jurkowskiego i to on był najlepszy w drużynie Warmii bez dwóch zdań! Królik powinien siedzieć na trybunach obok Grzymowicza i bić brawo