Olsztyński Klub Piłki Ręcznej Warmia Energa Olsztyn

Logo sponsora

S. Tunkiewicz: Nie nastąpiło przeszacowanie

Prezes Warmii Traveland - Stanisław Tunkiewicz (pierwszy z prawej)

Prezes Warmii Traveland - Stanisław Tunkiewicz (pierwszy z prawej)

Wywiad ze sternikiem klubu Warmia Traveland Olsztyn, prezesem Stanisławem Tunkiewiczem.



O problemach zdegradowanej Warmii było wiadomo już przed startem sezonu. Wydawało się jednak, że sytuacja jest stabilna i klub wyszedł z problemów finansowych. Skąd zatem decyzja aby zwrócić się do mediów z informacją o tym, że klub może przestać funkcjonować?

Stanisław Tunkiewicz: To bardzo prosta sprawa. Liczyliśmy, że nasze starania oraz Bartka Wusztera jako osoby odpowiedzialnej za pozyskiwanie sponsorów przyniosą wymierne efekty i drużyna będzie mogła prowadzić spokojny ligowy byt. Druga sprawa to deklaracje lokalnych samorzadów, czyli Urzędu Marszałkowskiego i Urzędu Miasta. W obecnej sytuacji nie jesteśmy w stanie otrzymać jednoznacznej odpowiedzi, w jakiej formie i wielkości te urzędy będą wspierać drużynę, a przecież musimy znać ten wpływ do budżetu. Dość powiedzieć, że jeszcze w 2012 roku padała kwota 175 000 złotych z Urzędu Miasta, która miała być zapisana w budżecie na wsparcie Warmii - teraz usłyszeliśmy, że otrzymamy 50 000 złotych i to wtedy, jeśli zgłosimy się do konkursu i go wygramy. Warto także wspomnieć, że w ubiegłym roku klub nie płacił za treningi i liczyliśmy, że te postanowienia pozostaną utrzymane dla obecnego sezonu. Tymczasem otrzymaliśmy informację od Dyrektora Ośrodka Sportu i Rekreacji, Pana Litwińskiego, że zalegamy z opłatą za halę. Ten dług to w tej chwili 30 000 złotych. W związku z tym zawodnicy nie zostali wpuszczeni na halę, a przed nami bardzo ważny okres przygotowawczy do rundy rewanżowej, w której liczymy na poprawę pozycji ligowej. Póki co chłopacy trenują w deszczu na zewnątrz. Sytuacja jest o tyle patowa, że według Urzędu Miasta zmianie uległy przepisy, które nie pozwalają na umorzenie opłat z tytułu wynajęcia hali dla klubu, który ma wierzytelności. To by oznaczało, że jeśli weszlibyśmy na halę, to po zagraniu drugiej części sezonu klub byłby dłużny 50 000 złotych. Dodam tylko, że byłby dłużny... miastu, które na obecną chwile mówi o wsparciu właśnie w wysokości 50 000 złotych. Zatem samorząd przelałby środki własnej jednostce. Nie widzimy sensu w takim rozwiązaniu, bo pieniądze nie pozostają do dyspozycji klubu na bieżące potrzeby.


Jest jeszcze hala dawnego Liceum Ogólnokształcącego nr V...

- Tak, rzeczywiście. Jest to druga i jedyna hala z pełnowymiarowym boiskiem do piłki ręcznej w Olsztynie. Niestety ta hala pęka w szwach. Trenuje tam i gra II-ligowy AZS oraz bardzo dużo grup młodzieżowych. Poza tym hala jest wynajmowana dla szkólki tenisowej. Oddzielną sprawą jest komfort oglądania meczów i pojemność sali. Ta opcja niestety nie wchodzi w grę.


Jak wygląda pomoc ze strony Urzędu Marszałkowskiego?

- No cóż, deklaracje wsparcia są. W dniu 3 stycznia złożyliśmy dokumentację do Urzędu Marszałkowskiego. Zeszłoroczne deklaracje mówiły o kwocie 200 000 złotych, teraz te środki nie są już takie pewne. Poza tym złożone przez nas papiery dotyczą pomocy docelowej, która nie może być przeznaczona na niektóre z wydatków, w tym na przykład na pensje - czy to bieżące, czy też zaległe dla zawodników, którzy nie dostali wypłat jeszcze w ubiegłym roku. Poza tym zmiana przepisów sprawiła, że ewentualne środki otrzymamy z Urzędu po ostatecznej decyzji, czyli dopiero w lutym. Do tego czasu nie możemy liczyć na wsparcie Urzędu Marszałkowskiego.


Wspomniał Pan o wierzytelnościach?

- Tak, klub wciąż spłaca długi z ubiegłego sezonu, m.in. wobec Damiana Moszczyńskiego, Sebastiana Rumniaka. Okazało się także, że pracodawca Pawła Molendy nie płacił za niego składek ZUS i teraz klub musi to spłacić. Tych wierzytelności jest już coraz mniej, jednak fakt, że wciąż są powoduje, że na bieżąco nie możemy rozliczać wpływów z Urzędem Skarbowym. Zakładamy, że klub potrzebuje kwoty 200 000 na spłatę długów.


W kuluarach często pada argument - działacze nie potrafią znaleźć sponsorów. Jaka jest Pana opinia?

- Przede wszystkim należy zwrócić uwagę, że tegoroczny skład został ustalony zgodnie z posiadanym budżetem, nie na wyrost. Wsparcie sponsorów wystarcza na bieżące potrzeby i pensje zawodników i nie nastąpiło przeszacowanie. Jak wcześniej wspomniałem problemem jest, że deklaracje samorządów z ubiegłego roku uległy zmianie. Jeśli chodzi o firmy w regionie, które mogłyby wystąpić w roli sponsora, to tutaj o wsparcie stara się kilka klubów. W samym Olsztynie mamy siatkarzy, piłkarzy nożnych i koszykarki, a to nie wszystko. Niestety wiele przedsiębiorstw posiada kapitał zagraniczny i decyzje dotyczące marketingu nie zapadają tutaj. Podobnie wygląda przecież sprawa jeśli chodzi o imprezy plenerowe, których w regionie jak na lekarstwo - po prostu brakuje dużych firm gotowych je sponsorować. Wyznaczyliśmy listę pięćdziesięciu największych firm w regionie i Bartosz Wuszter rozmawiał ze wszystkimi - bezskutecznie. Dlatego nie zgodzę się, że klub nie starał się o sponsorów. Region jest specyficzny i dlatego samorządy muszą wspierać kluby sportowe.


Jak wyglądają bieżące wydatki?

- No coż, ponieważ spłacamy nadplanowe długi mamy zaległości wobec zawodników. Praktycznie od października nie mają wypłacanych pełnych pensji. Podczas spotkania przedświątecznego rozmawialiśmy ze wszystkimi na temat problemów klubu. Chcieliśmy, aby zawodnicy wiedzieli jaka jest sytuacja.


Czy działacze zakładają zmniejszenie pensji szczypiornistów?

- Jest taka opcja. W przypadku niedostatecznych środków na bieżące utrzymanie klubu planujemy renegocjację kontraków i zmniejszenie pensji o dwadzieścia pięć procent. To rygorystyczny krok, bo obcięcie pieniędzy najlepszym zawodnikom w sytuacji, gdy na parkiecie pozostawiają masę potu jest trudne. Żeby było jasne - pensje są i tak niewysokie, a niektórzy z zawodników utrzymują się tylko ze stypendium sportowego. Możemy jednak nie mieć wyjścia. Wychodzimy z założenia, że lepiej za mniej, ale grać, niż po prostu zrezygnować. Jeśli obniżylibyśmy pensje, to mamy przynajmniej gwarancję, że będą one wypłacane.


Pani Dyrektor Patalon wspomniała, że wartość marketingowa klubu spadła. Jakie jest Pana zdanie?

- No cóż, nie jestem specjalistą od marketingu, ale wiem, że jest to bardzo trudne do wyceny. Dla mnie istotne jest porównanie środków przeznaczonych na Stomil (blisko milion złotych - shmon) i Warmię. Skoro my zostaliśmy wycenieni przez miasto na 50 000 złotych, to chyba pierwszoligowy zespół piłki nożnej został przeszacowany...


Czy warto przy tych przeciwnościach ze strony władz walczyć o ten klub?

- Oczywiście! Uważam, ze w tym roku zebraliśmy grupę bardzo fajnych, młodych zawodników, którzy są na stałe związani z miastem. Argument o najemnikach poszedł w niepamięć. Przecież w piętnastoosobowej kadrze tylko jeden zawodnik nie jest bezpośrednio związany z Olsztynem. Wytworzyła się grupa walecznych chłopaków, która po wzmocnieniach dwoma-trzema graczami za rok mogłaby walczyć o powrót do Superligi. To jest ogromna wartość, której byłoby bardzo szkoda.


Kiedy zatem działacze podejmą ostateczną decyzje co do przyszłości klubu?

- Na sto procent sytuacja będzie znana w momencie podpisania umów z samorządami. Zakładamy, że nastąpi to do połowy lutego.


shmon

Zapraszamy do skomentowania artykułu

Każda wypowiedź jest opinią wyłącznie jego autora lub grupy ludzi, którą reprezentuje w swoim imieniu. Serwis warmiaenerga.pl nie ponosi odpowiedzialności za komentarze pozostawiane przez użytkowników

Nick:
Wpis: